W rytmie ciała — o tempie, które wybieram w życiu

Uczestniczyłam ostatnio w warsztatach pracy z ciałem. Jedno z ćwiczeń wywarło na mnie szczególne wrażenie.  Przestrzeń ćwiczenia – sala, w której pracowaliśmy,  podzielona była na pięć przestrzeni:

  • bardzo szybko
  • szybko
  • pauza
  • wolno
  • bardzo wolno

Dawało to naprawdę wiele możliwości. Muzyka była obecna – ciekawa, zmienna, zapraszająca, ale to nie ona stanowiła najważniejsze. Dla mnie najważniejsza była wolność i wybór.

W trakcie trwania ćwiczenia (a pracowaliśmy w grupie) zauważyłam, że naturalnie unikam przestrzeni „szybko” i „bardzo szybko”. Znam te tempa. Moje ciało tam nie chce, wiem jak tam jest i co to we mnie wywołuje –  przede wszystkim zmęczenie.

Przez chwilę byłam w strefie „bardzo wolno”, ale to też nie było moje miejsce — za mało się działo, może to było zbyt odległe od mojej teraźniejszości. Zostałam w strefie „wolno” i  wtedy wszystko zaczęło mieć sens.

Nie potrzebowałam pauzy. Nie potrzebowałam niczego więcej. W wolnym tempie usłyszałam ciało i zaufałam mu. Po raz pierwszy świadomie robiłam to, co płynęło z mojego wnętrza, nie z zewnętrznych wskazówek. I to doświadczenie otworzyło mi oczy na to, jak funkcjonuję w innych sferach życia.

W relacjach…

Nie szukam intensywności. Kiedyś może tak — relacji, które rozwijają się błyskawicznie, spalają w swoim tempie. Dziś cenię głębię, ciszę między słowami, kontakt bez pośpiechu. Wiem, że w prawdziwej obecności nie trzeba biec, a tym bardziej się ścigać. Wybieram i trwam tylko w tych relacjach, które uznaję za wartościowe, które mi służą i czuję, że tak powinno być.

W życiu prywatnym…

Mam ten komfort, że mogę od czasu do czasu pozwolić sobie nie nadążać. Bo mam się na kim oprzeć. To bardzo ważne, kluczowe dla mnie. Nie jestem sama, nie muszę wszystkiego sama, przez wiele lat takie podejście było dla mnie nieprawdopodobne. Teraz coraz częściej wybieram spokój. Przestaję gonić za rytmem z zewnątrz i zaczynam szukać własnego. W nim jest miejsce na oddech, na intuicję, na to co dobre dla mnie i dla moich bliskich.

W zdrowiu…

Nie potrzebuję ekstremalnych zmian. Ciało prowadzi mnie małymi krokami. Gdy słucham jego sygnałów, tempo samo się układa. Wolniej znaczy uważniej. A uważniej znaczy zdrowiej. Uczę się tej uważności. Niekiedy oczywistości bywają odkrywcze – i dla mnie tak było – ja i ciało to jedność. Nie dbając o ciało, nie dbam o siebie.

W pasjach…

Muzyka w tym ćwiczeniu była inspiracją, ale to ja decydowałam, jak się poruszam. W życiu jest tak samo – czasem działam, czasem tylko obserwuję. Lubię się zatrzymać, przyglądać temu co we mnie dojrzewa. Dla mnie pasje są przestrzenią wolności, nie planem do wykonania.

W pracy…

Czuję coraz mocniej, że  chcę pracować „z serca”. Nie chcę przyspieszać, gdy moje ciało mówi „wolniej”. Szukam takiego miejsca, które pozwoli mi być sobą i będzie spójne z moimi wartościami. Miejsca, gdzie moje wartości nie będą przeszkodą.  Tylko z tego miejsca mogę dawać to, co prawdziwe.

To ćwiczenie pokazało mi coś bardzo prostego i jednocześnie wartościowego: że mogę wybierać swoje tempo. Poczułam, że mam prawo czuć się dobrze w swoim tempie, że moje działania mogą wypływać ze mnie, a nie  być odpowiedzią na potrzeby i oczekiwania zewnętrznego świata. I że w tym moim  „wolniej” jest dużo więcej energii, niż sądziłam.

Scroll to Top